Polityka ekologiczna a strategie firm – artykuł opublikowany w nr 1 czasopisma “Ekologia Przemysłowa”

Przyszłość, to w 90% woda.

Polityka ekologiczna a strategie firm – artykuł opublikowany w nr 1 czasopisma “Ekologia Przemysłowa”

Ekologia jest jednym ze słów, które zrobiło w ostatnich czasach oszałamiającą karierę. Wszytko może być ekologiczne od hamburgera po politykę państwa. Jednak co tak naprawdę rozumiemy pod tym pojęciem, co tak naprawdę oznacza przymiotnik ekologiczny?

Definicja ekologii

Definicja ekologii jest precyzyjna i dość wąska, jest to jedna z dziedzin nauk przyrodniczych zajmująca się zależnościami pomiędzy organizmami a środowiskiem. Sama nazwa zaczerpnięta została z greki (oikos – dom), czyli można powiedzieć, że jest to nauka o naszym domu, miejscu naszego życia. Potoczne rozumienie tego słowa nabrało jednak tak wielu innych znaczeń, że teraz trzeba dobrze się natrudzić żeby wiedzieć “co autor miał na myśli” używając terminu ekologia czy ekologiczny.

Można założyć, że wszyscy używający tego terminu wyrażają troskę o stan środowiska. A przynajmniej chcą sprawiać takie wrażenie.

Stan środowiska przyrodniczego jest faktycznie coraz gorszy. Wykorzystujemy je ponad jego pojemność i wytrzymałość i to są fakty wielokrotnie potwierdzone z którymi nikt właściwie już się nie spiera. Pragnę zrobić tylko małą dygresję, piszę o środowisku przyrodniczym a nie naturalnym, ponieważ coś takiego jak środowisko naturalne nie istnieje. Jest to konstrukt myślowy sugerujący, że można mówić o docelowym idealnym i pożądanym stanie środowiska. Tak mogą twierdzić tylko ci którzy nie rozumieją czym jest środowisko. Jest ono ciągiem zmian, stałym procesem, obecnie każdy ekosystem na Ziemi jest zaznaczony mniejszym lub większym wpływem człowieka, np. DDT i inne pestycydy wykryto nawet na Antarktydzie.

Dlatego mówiąc, że chcemy chronić środowisko, że chcemy być ekologiczni, musimy jednocześnie sprecyzować co tak naprawdę chcemy chronić i na jakim efekcie końcowym nam zależy.

Diagnoza jest powszechnie akceptowana, stan środowiska pogarsza się, a ponieważ jesteśmy jego elementem i bez środowiska nasza egzystencja jest niemożliwa wobec tego mamy poważny problem do rozwiązania. Z jednej strony chcemy rozwijać przemysł, podnosić lub przynajmniej utrzymać swoją stopę życiową, z drugiej strony, jeżeli nie zaczniemy przeciwdziałać negatywnym zjawiskom zachodzącym w środowisku to na dłuższą metę nie utrzymamy wzrostu gospodarczego i narazimy się na potężne perturbacje.

Ograniczenia jakie może dla rozwoju gospodarczego stanowić stan środowiska były juz poruszane w raporcie tzw. “Klubu Rzymskiego”. Był to pierwszy raport, który starał się pokazać globalne implikacje dalszego rozwoju gospodarek na świecie bez żadnej regulacji. Został on dostrzeżony przez fachowców, działaczy organizacji pozarządowych, ale odzewu ze świata polityki i gospodarki poza potokiem słów praktycznie nie było.

Dopiero ekstremalne zjawiska klimatyczne spowodowały, że nawet politycy zaczęli spoglądać na opracowania ostrzegające przed zagrożeniami w sposób poważny. Jedną z pierwszych prób globalnej regulacji tych problemów była konferencja w Kioto, na której przyjęto założenie co do globalnej polityki ekologicznej zawarte w tzw. protokole z Kioto. W bliższym nam wymiarze problemy te są bardzo dokładnie regulowane przez dyrektywy Unii Europejskiej, które stały się w chwili wejścia naszego kraju do Unii pierwszego maja 2004 roku obowiązującym prawem. Z tego względu można mówić o polityce ekologicznej całej UE a nie tylko Polski.

Jak firmy zachowują się wobec tych regulacji? Ponieważ są to wymogi prawne większość firm realizuje je, aby nie narażać się na konsekwencje. Jeżeli koszty takich dostosowań są wysokie i powodują obniżenie rentowności to często wprowadzane są one z dużymi oporami. Oczywiście wszystkie firmy oficjalnie są proekologiczne bo tak nakazuje aktualna poprawność polityczna, bycie ekologicznym jest trendy. Część na trendach ekologicznych i regulacjach prawnych zarabia wielkie pieniądze.

No dobrze, ale nasuwa się pytanie, którego z powodu  poprawności politycznej nikt nie ma odwagi postawić, czy wszystkie regulacje są potrzebne?, czy mają one uzasadnienie ekologiczne?, a najważniejsze, czy przyniosą zakładane przez ich autorów efekty? Odpowiedź na te pytania jest wbrew pozorom niesłychanie ważna bo implikuje strategie firm w długim horyzoncie czasowym.

Jako przykład rozważań  posłużę się problemem globalnego ocieplenia. Jest ono jednym z  najważniejszych globalnych problemów przypisywanym tzw. efektowi cieplarnianemu, czyli emisji gazów takich jak CO2 czy metan zatrzymujących promieniowanie cieplne przy powierzchni ziemi.

Ocieplanie klimatu jest faktem, wszystkie dane zgodnie pokazują, że rośnie średnia temperatura naszej planety. Co do  przyczyn tego zjawiska byłbym jednak bardzo ostrożny. Klimat nie jest czymś stałym, stałe są jego zmiany, to tylko z perspektywy czasowej naszego życia wydaje się nam, że po mroźnej zimie powinna nastąpić piękna wiosna i ciepłe lato, przynajmniej w naszej strefie klimatycznej.

Jednak nawet w nieodległej historii mieliśmy epizod cieplejszy niż obecnie. We wczesnym średniowieczu w kronikach cystersów opisane jest, że pierwsze sianokosy w Polsce bywały na przełomie marca i kwietnia a uprawa winnic była powszechna. Nie bez kozery też w tym czasie wikingowie zasiedlali częściowo Grenlandię i chyba nie z powodu swojego wisielczego poczucia humoru nazwali ją zielonym lądem.

Potem był epizod chłodniejszy. Szwedzi najechali na nasze ziemie nie tylko z przyczyn waśni dynastycznych, po prostu przez szereg lat było tak zimno, że w Skandynawii były kłopoty ze żniwami. Mój ulubiony pisarz Sienkiewicz, z którego co prawda nie wolno brać lekcji historii    pisał, że Bałtyk zamarzał tak, że można go było przejść pieszo. W tym konkretnym przypadku jednak  pisał prawdę, teraz nie mieści się nam to w głowie, takiego lodu na Bałtyku nie było od lat.

Te i inne fakty powinny dać nam sporo do myślenia. Ktoś zaraz powie ok, ale tyle CO2 jak teraz nigdy nie było w historii. Zgoda ale czy było go więcej we wczesnym średniowieczu?, albo mniej w czasach potopu szwedzkiego?

Zjawiska klimatyczne są zjawiskami bardzo skomplikowanymi, rządzącymi się prawami chaosu (prawdopodobnie cała nasza rzeczywistość rządzi się tymi prawami). My jednak jesteśmy dziedzicami kartezjańskiego sposobu myślenia i nie mamy nawet dobrych narzędzi do opisu zjawisk tak skomplikowanych, a co dopiero do ich diagnozowania i przewidywania. Przykładem może być nasza niemoc przy konstruowaniu długoterminowych prognoz pogody. Dwutlenek węgla i inne gazy cieplarniane mogą być jednym z czynników klimatotwórczych, ale na pewno nie jedynym i  prawdopodobnie nie kluczowym.

No dobrze, załóżmy jednak dla bezpieczeństwa, że naukowcy mają rację, że za globalne ocieplenie odpowiada nasza działalność gospodarcza. Co z tego wynika? Czy wszystkie działania podejmowane w kierunku przeciwdziałania niekorzystnym zjawiskom są słuszne i prowadzą do celu, czy może niektóre są pozorne, albo jeszcze gorzej mogą wywołać nieobliczalne kryzysy?

Powstały całe nowe przemysły mające na celu ograniczenie emisji CO2 do atmosfery, wykorzystanie tzw. paliw odnawialnych, pojawiły się dopłaty do stosowania rozwiązań “proklimatycznych”. Trwa to już od ładnych paru lat więc można by pokusić się o cząstkowe podsumowanie tych działań. Czy są one skuteczne? Niestety nie są, emisja gazów cieplarnianych wzrasta i będzie wzrastać, choćby dlatego, że kraje rozwijające się nie mają takiej siły politycznej żeby przekonać swoje społeczeństwa o konieczności zahamowania rozwoju. Gdyby Europa osiągnęła ambitny cel ograniczenia emisji o 20 % to i tak jest to zaledwie 4 % światowej emisji, przy poniesionych kosztach rzędu 60 miliardów euro rocznie.

Postawię tu tezę, że nie jest istotne czy założenie o gospodarczej przyczynie ocieplenia jest słuszne czy nie, istotne są skutki działań podjętych celem przeciwdziałania temu efektowi cieplarnianemu. A skutki te będą katastrofalne. Już teraz mamy przykłady takiej swoistej ekoschizofrenii. Lasy równikowe wycinane są intensywnie pod uprawę trzciny cukrowej i palm olejowych, żeby następnie wyprodukować z nich biopaliwo. Taki sposób myślenia jest niestety pospolity.

Ale nie to jest najgorsze, najgorsze jest to, że uspokajamy swoje sumienia, że robimy wszystko co w naszej mocy, a tak naprawdę nie przygotowujemy się na konsekwencje zmian klimatycznych. Jak byśmy z góry założyli, że nasze działania obronią nas przed tymi zmianami. Brak jest skoordynowanych działań mających na celu retencjonowanie wody i przeciwdziałanie powodziom, nie zastanawiamy się jak przygotować rolnictwo i leśnictwo na te zmiany i tak dalej, ten katalog można by długo ciągnąć.

Zamiast tego wprowadza się dopłaty, rozwiązanie socjalistyczne z ducha bo zakładające, że ludzie są idealistami i będą działać tak jak tego sobie wymyślający różne dopłaty życzą. Ludzie jednak są istotami ekonomicznymi i reagują racjonalnie, unikają regulacji jak się da, a jeżeli można to na nich zarabiają, co nie może w żaden sposób dziwić.

Regulacje UE idą w stronę usuwania przyczyn, których usunąć nie damy rady, a nie skupiają się na skutkach. Proszę zobaczyć co jest zawarte w protokole z Kioto. Te zalecenia dzisiaj są co najwyżej jeszcze bardziej restrykcyjne.

Każda ze stron Protokołu zobowiązana jest do wdrożenia następujących działań prowadzących do redukcji emisji gazów cieplarnianych:

  • zmniejszenia emisji CO2,
  • poprawy efektywności energetycznej gospodarki,
  • ochrony pochłaniania i retencjonowania gazów cieplarnianych poprzez promowanie zrównoważonej gospodarki leśnej,
  • promowania zrównoważonych form rolnictwa,
  • promowania i wdrażania technologii wykorzystujących odnawialne źródła energii, pochłaniających dwutlenek węgla itp.,
  • stopniowej redukcji barier rynkowych, utrudniających redukcję emisji w sektorach gospodarczych, w tym usuwania dotacji i wprowadzania ulg podatkowych,
  • tworzenia zachęt do wdrażania reform sprzyjających redukcji i pochłanianiu gazów cieplarnianych,
  • podejmowania działań zmierzających do ograniczenia emisji w transporcie,
  • ograniczenia emisji metanu ze składowisk odpadów i procesów produkcji, transportu i przetwarzania energii.

Na konieczność redukcji CO2, jedna z elektrowni na przykład zareagowała spalaniem drewna opałowego. Inna ma zamiar założyć ogromną fermę wiatrową, bez względu na koszty i efektywność, przecież i tak będzie tą energię rozliczała. Jeszcze inne rozglądają się za tysiącami hektarów na których będą uprawić rośliny energetyczne.

Proszę zwrócić uwagę, że “zielone certyfikaty” i kwoty emisyjne zepchnęły na bok inne działania takie jak np. racjonalizacja zużycia energii.
Jest to klasyczny przykład opisywanej przez ekonomistów nieprawidłowej i wymuszonej alokacji kapitału. Zasadę tę odkrył, urodzony we Lwowie, wybitny ekonomista austriacki, Ludwig von Mises. Według niego, przyczyną recesji jest sztuczne obniżanie przez bank centralny oprocentowania podstawowego, co prowadzi do błędnej alokacji zasobów, a w konsekwencji do tego, że biznes podejmuje działalność, która przed obniżką oprocentowania była nieopłacalna. Tę błędną alokację zasobów (pieniędzy, surowców, energii, czasu, pracy etc.) nazwał Mises okresem koniunktury, czyli ożywienia gospodarczego (boom). Okres prosperity (ożywienia) kończy się z chwilą odkrycia przez biznes, że bank centralny jedzie na dopingu – innymi słowy, że w sposób sztuczny wprawia gospodarkę w stan, w którym nie powinna się ona znajdować. Gospodarka wchodzi w fazę dekoniunktury (bust). Od tego momentu zaczyna się kryzys zwany też recesją, depresją czy krachem gospodarczym.
Milton Friedman, badając przyczyny Wielkiej Depresji, postawił tezę, że gdyby nie interwencje Fed, do krachu w roku 1929 by nie doszło. Ta lekcja poszła jednak w las, o czym świadczą chociażby ostatnie dwa kryzysy: bąbelkowy i ostatni kredytowy, czy dołączy do nich kryzys “ekologiczny”?

Sytuacja obecna jest zgodna z modelem Misesa, na razie funkcjonują dopłaty, biznes radośnie inwestuje w redukcje, “zielone“ certyfikaty, emisje CO2, etc. Już jednak podnoszą się głosy, że jest to działanie zabójcze dla słabszych gospodarek, silniejsi poczują to później. W pewnej chwili okaże się, że efekty klimatyczne działań są żadne a pieniądze wyrzucane są w błoto. Wtedy może rozpocząć się kryzys w branżach, które ulokowały środki w inwestycjach dotowanych bo te dotacje po prostu mogą zostać zlikwidowane, a produkcja energii z tzw. Źródeł Odnawialnych bez dotacji jest nieopłacalna bo droższa niż metodami tradycyjnymi.

Jaka powinna być polityka ekologiczna?

Uważam, że należy zmienić filozofię działania. Trzeba przyjąć za pewnik, że zmiany klimatu nastąpią i zacząć lokować środki w przeciwdziałanie im. Również należy pamiętać o kończeniu się tradycyjnych źródeł energii co spowoduje zwyżkę jej cen, do tego dochodzi uzależnienie od tradycyjnych dostawców jej nośników.

Należy bardzo mocno dążyć do opracowania nowych sposobów pozyskiwania energii, nie poprzez dopłaty zaburzające rachunek ekonomiczny, ale np. poprzez granty i konkursy na określone rozwiązania, oszczędne, wykorzystujące surowce lokalne i działające w rozproszeniu.

Podobnie jeżeli chodzi o wodę, czy rośliny uprawne.
Jeżeli biznes będzie widział jakie będą potrzeby związane ze zmianami klimatycznymi przez najbliższe lata (niezaburzone dopłatami i regulacjami) to potrafi znaleźć sposoby na ich zaspokojenie.

Trzeba tylko zrobić modyfikację fundamentalnych założeń ekonomicznych, mianowicie rozszerzyć pojęcie ziemi na środowisko. Wtedy jednym z podstawowych czynników produkcji będzie środowisko i jego stan co pozwoli traktować je w kategoriach ekonomicznych jako czynnik kosztotwórczy. Inaczej będziemy pchać środki w rozwiązania nieracjonalne takie jak podziemna sekwestracja CO2, a w chwili kiedy zaczną być mocno odczuwalne skutki perturbacji klimatycznych tych środków będzie za mało na skuteczne działania.

Co wobec tego powinny robić firmy, jakie przyjąć wytyczne do swoich strategii?

Oczywiście nadal budować wizerunek proekologiczny bo ten trend długo jeszcze będzie modny. Zarabiać tam gdzie jest to możliwe, bo to jest rola firmy, oczywiście uwzględniając analizę ryzyka. Np. przy inwestycjach w OZE uwzględniać ryzyko zmian regulacji prawnych, ponieważ zarobek często zależy tylko od tychże regulacji.

A w długim horyzoncie czasowym? Dbałość o środowisko jest wymogiem racjonalnym nie związanym z aktualnymi modami, jest to warunek naszej prosperity, wobec tego należy ten element brać pod uwagę w budowie strategii, ale brać rozsądnie, uważać na to co może być przemijającą modą a co trwałym trendem co jest naprawdę proekologiczne a co tylko jest za takie brane.

Ci którzy z tych trendów chcą pozyskać mniejszy lub większy cash flow powinni zauważyć, że problemy z energią, wodą, odpadami, zmianami klimatycznymi będą problemami XXI wieku. Stąd śledzenie nowych trendów w technologiach może dać szansę na znalezienie swojej niszy na rynku i zdyskontowanie nabytej wiedzy. Tak jak pisałem trzeba być tu bardzo ostrożnym, ponieważ w tych tematach ściera się wiele interesów i nie zawsze trendy opisywane i reklamowane są  prawdziwe w dłuższym okresie czasu. Tu potrzebna jest wiedza, intuicja i jak to bywa w biznesie, przysłowiowy łut szczęścia.

autor: Juliusz Sumorok

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *